Monolog wewnętrzny Achillesa, przed walką z Hektorem.
Oto wreszcie spotkałem wroga mego Hektora. Tego, który walkę wygrał z Patroklesem,
lecz w walce ze mną polegnie. Przyjaciela mego zgładził, a brankę moją Bryzejdę porwał i ukrył.
W końcu jednak znalazłem go pośród pól Troi. Ucieka przede mną człowiek ten, morderca i tchórz.
Lecz gdy dogonię go, poczuje jak wielki jest gniew Achilla – herosa. Pólbogiem nieśmiertelnym przecież
jestem, więc ranić mnie Hektor nie zdoła. Ile dałbym za to, żeby zatrzymał się i stanął do walki ze
mną jak wojownik prawdziwy, a tymczasem jak gołębica pierzcha przed mą włócznią. Gdy zgładzę go,
cały świat pamiętał będzie imię Achilla, syna Peleusa. Cierpieć będą jego bliscy, tak jak i ja
cierpię teraz. Ojciec płakać będzie nad truchłem syna, a naród Achajów bać się mnei będzie po wczeczasy.
Męczy bieg już Hektora. Słabnie on i zwalnia. Za chwilę stoczę walkę, którą pomszczę Patroklesa i
Bryzejdę mą ukochaną. Ale cóż to! Pobratymcy moi również chyba chcą z Hektorem walczyć. Dopuścić do tego
nie mogę. Zauważyli mnie, wycofują się, więc nie muszę zwalniać kroku by ich upomnieć. Własnym oczom
uwierzyć nie mogę. Hektor ma na sobie zbroję Patroklesa. Bluźnierca i złodziej honoru nie mający. Lecz nawet
ta zbroja nie zdoła mnie powstrzymać i zabiję Hektora. Nareszcie. Zatrzymał się i odwraca. Poczuł, iż umknąć
mi nie zdoła. Teraz ja wielki Achilles, zgładzę go, by ulżyć choć trochę moim cierpieniom.
Szymon Rostek, klasa II C
29 listopada 2010
|